Tagi

, , , , , , , ,

Przeglądałem ostatnio u fryzjera magazyn poświęcony wyposażeniu wnętrz. Super, że są jeszcze kolejki do fryzjerów, bo można sobie bezkarnie zrobić przerwę na lekturę, niby taką przymusową, ale zawsze jednak cenną.
Żeby było jasne, chodzę wyłącznie do fryzjera zwykłego, nie do jakiejś tam fabryki fryzur, czy salonu stylizacji głowy, tylko do zwykłego, osiedlowego fryzjera, gdzie strzygą normalne kobiety, a nie chłopaczki wymuskane w spodniach rurkach i obcisłych bluzeczkach z szalami jedwabnymi. Lubię jak te panie fryzjerki są wesołe i swobodnie rozmawiają pomiędzy sobą o swych sprawach codziennych, o mężach koleżanek, psach, serialach i o tym jakie planują wczasy. Wybieram takie właśnie zakłady fryzjerskie nie z powodu skąpstwa, broń boże, uważam po prostu, że męska fryzura to rzecz, jak innych wiele, męskich rzeczy, nie wymagająca nadmiernej otoczki, nadbudowy filozoficzno – estetycznej, bo ma być schludna, a jej przygotowanie nie może zabierać mnóstwa czasu i wiązać się z szeregiem skomplikowanych zabiegów. Nie toleruję u fryzjera farbowania, cieniowania, wzorowania na katalogu, aktorze, piosenkarzu. Oczywiście, nie odmawiam nikomu prawa, z mężczyznami włącznie, bo przecież nikogo ze względu na płeć nie można dyskryminować, chodzenia do takich, wyszukanych „kuźni hair stajlingu”, bo jeśli ktoś lubi być godzinami obsługiwany, namaszczany balsamami i płynami, pasemkami i balejażami i chętnie za to zapłaci niemało, to bardzo proszę. Ja nie lubię i powiem więcej, że tęskni mi się do tych dawnych „zakładów fryzjerskich –męskich”, które były za PRL-u, która już nie wróci i to akurat bardzo dobrze.
Jakoż strzyżenie ma trwać krótko, bez zbędnego gadania i tłumaczenia, perfumowania i stukrotnego poprawiania, to kolejka u fryzjera jest nawet pożądana, ze względu na możliwość zerknięcia do sterty kolorowych magazynów z różnych branż. Dom i wnętrze tez jest w tej stercie, choć nie najnowszy numer, tylko sprzed kilku miesięcy to można ciekawych tam znaleźć rzeczy sporo, np. o projektantach francuskich był artykuł, takich jak: Philippe Starck, bracia Ronan i Erwan Bouroullec, Sam Baron, Inga Sempe czy Matali Crasset. Jakież wspaniałości, piękne, kultowe, praktyczne i mniej, ozdobne i minimalistyczne oni dokonali – ekstra. Aż zamarzyło mi się, żeby któryś z nich zaprojektował specjalnie dla mnie, dal firmy stolarka-budowlana kultowy wzór na stół z litego drewna, blaty drewniane do kuchni, schody drewniane. Żaden z nich nie był jednak słynnym projektantem od samego początku swojej kariery, najpierw robili piękne projekty niemalże anonimowo, dla firm mniejszych i większych. Może tak poszukać wśród zdolnej młodzieży parającej się sztuką plastyczną, wzornictwem, albo rzeźbą, kogoś zdolnego, jeszcze nie znanego i zaproponować mu współprace, zasponsorować? Może to jest dobry pomysł. Jak tylko jakąś wolna chwilę znajdę przysiądę nad tym pomysłem. No proszę, na jakie to cenne refleksje można wpaść w kolejce do strzyżenia.

Reklamy